Energa Toruń pewnie wygrała w Jeleniej Górze z Isands Wichoś, choć z powodu choroby nie zagrała Asianae Johnson. Fenomenalny mecz zaliczyła z kolei La Mama Kapinga Maweja.
Isands Wichoś Jelenia Góra – Energa Toruń 65:78 (12:26, 21:17, 14:18, 18:17)
Isands Wichoś: Stępień 17 (2), Domka 11 (1), Kurkowiak 8, Dzierbicka 8, Pawlikiewicz 6 oraz Warsińska 7, Byczkowska 6, Prokop 2, Pilichowska 0, Stolarz 0.
Energa: Kapinga Maweja 33, 17 zb., Sagerer 13, Tarkovicova 11 (3), Grządziela 5 (1), Preihs 3 (1) oraz Batura 5, Stefańczyk 4, Śmiałek 4, Podkańska 0, Weber 0.
Torunianki prowadziły od pierwszej do ostatniej minuty i w zasadzie cały czas kontrolowały przewagę. Już po pierwszej kwarcie miały 14 punktów przewagi i pokazały, że potrafią sobie także radzić bez Asianae Johnson. Amerykanka była bardzo mocno przeziębiona i cały mecz oglądała z ławki, a jej miejsce w wyjściowej piątce zajęła Łucja Grządziela.
Pierwsze punkty po 10 sekundach gry zdobyła La Mama Kapinga Maweja i to był zwiastun świetnego występu. Kongijka wykorzystywała do perfekcji swoją przewagę fizyczną. Już do przerwy miała 7/8 z gry i 16 punktów na koncie, a cały mecz zakończyła z efektownym double-double 33 punkty i 17 zbiórek, a w ofensywie była niemal bezbłędna – 14/17 z gry oraz 5/6 z wolnych. To jej najlepszy występ nie tylko w tym sezonie, ale także z poprzednich dwóch sezonów, które spędziła w Toruniu.
W zespole gospodyń w 1. połowie zaskakiwała Patrycja Domka, która już na początku drugiej kwarty przebiła swoją średnią punktową z tego sezonu, ale najwięcej punktów zdobyła Agata Stępień. Co ciekawe, oddała aż 15 rzutów z dystansu, ale trafiła tylko dwa. W ogóle skuteczność całej drużyny Isands Wichoś w tym elemencie gry wyniosła marne 11 procent. Za to Energa była dużo lepsza: co prawda z dystansu też bez rewelacji (22 procent), ale im bliżej było kosza, tym lepiej. Skuteczność za 2 wyniosła bardzo dobre 62 procent.
Taki wskaźnik zapewnił toruniankom przewagę, choć nie zawsze była ona bezpieczna. W trzeciej kwarcie w pewnym momencie było tylko 45:50, ale wtedy nasz zespół zareagował serią 9:0. Najwyżej Energa prowadziła 15 punktami na początku ostatniej kwarty – 64:49.
Nie wszystko jednak z pewnością ucieszyło Elmedina Omanicia. Jego drużyna popełniła aż 21 strat, co jest naprawdę złym wynikiem, a gospodynie po stratach naszego zespołu uzbierały aż 15 punktów. Tylko trzy punkty z szybkiego ataku, to także statystyka do poprawki w kolejnych meczach.
Kolejny mecz Energa rozegra 14 lutego w Krakowie z Wisłą.
Robert Berent






