Osłabiona Energa Toruń do ostatnich sekund walczyła w Bochni z Contimaxem, ale ostatecznie wraca bez zwycięstwa. Bardzo dobry debiut w Katarzynkach zaliczyła Karolina Stefańczyk.
Contimax MOSiR Bochnia – Energa Toruń 90:85 (22:31, 27:17, 15:17, 26:20)
Contimax MOSiR: Jones 21 (3), Moore 14, Bukowczan 10 (2), Wdowiuk 9 (1), Macinkowska 9 (1) oraz Walczak 17, Jarząb 10 (1), Ossowska 0, Karakasidou 0.
Energa: Johnson 28 (3), 9 zb., 5 as., Preihs 17 (5), 5 zb., 6 as., Batura 14 (3), Stefańczyk 11 (2), Kapinga Maweja 2 oraz Sagerer 8, Śmiałek 3, Podkańska 2, Ustowska 0, Weber 0, Grządziela 0.
To był jeden z takich meczów, które mogą w końcowym rachunku sezonu zasadniczego zadecydować o być lub nie być w play off. Obie drużyny przed tym starciem dzieliło pięć miejsc w tabeli, ale tylko dwa zwycięstwa.
Energa wygrała pierwszy mecz z beniaminkiem we własnej hali, ale w rewanżu zabrakło chorej Stelli Tarkovicowej. W barwach Katarzynek zadebiutowała w Bochni pozyskana kilka dni wcześniej Karolina Stefańczyk. Eksskrzydłowa Ślęzy Wrocław od razu znalazła się w wyjściowej piątce. Była też szansa na jeden debiut w ekipie naszych rywalek. Do Contimaxu dołączyła Karolina Dżochowska, która sezon zaczynała w składzie beniaminka z Jeleniej Góry, ale ona akurat na parkiecie się nie pojawiła.
Za to Stefańczyk już w połowie 1. kwarty zdobyła pietrwsze punkty dla Energi rzutem za 3 i było już wtedy 15:5. Katarzynki były świetnie przygotowane do gry defensywnej, a w ofensywie imponowała Weronika Preihs, autorka 8 punktów w 1. kwarcie, a jeszcze jej celna „trójka” z 10 metrów na koniec kwarty była spóźniona o ułamki sekundy. To była w ogóle udana kwarta dla całej toruńskiej drużyny w ataku: 60 procent z gry, świetne 5/8 za 3 i tylko jedna strata.
W 2. kwarcie torunianki gdzieś jednak zgubiły skuteczność, przewaga szybko zaczęła topnieć po akcjach naszej byłej koszykarki Marty Marcinkowskiej. Nie tylko ona wyrównywała swoje rachunki z Energą, bo świetne wejście z ławki miała też Martyna Walczak. Ten duet do przerwy miał na koncie już 21 punktów.
Pudłowała w kolejnych indywidualnych akcjach Asianae Johnson (12/27 z gry) i w 14. minucie to gospodynie już prowadziły po trafieniu z dalekiego dystansu Britney Jones. Torunianki miały problem ze zbiórkami, zbyt często faulowały pod koszem, a Contimax miał do przerwy 11/14 z wolnych.
Po przerwie trwała twarda walka kosz za kosz i żadna drużyna nie była w stanie zbudować większej przewagi. Problemy wciąż były dwa: słabe zastawianie swojej tablicy, przez co rosła przewaga w zbiórkach Contimaxu oraz nadmiar fauli po stronie toruńskiej. Dysproporcja była wyraźna: po trzech kwartach w faulach było 20:11, w wolnych aż 23:7 na korzyść drużyny z Bochni.
Mimo tego Energa ostatnią kwartę rozpoczynała z prowadzeniem 55:54. Udało się go bronić jeszcze do 36. minuty, ale potem zmęczone torunianki zaczęły popełniać więcej błędów. W 38. minucie było już 84:79 po „trójce” Marty Wdowiuk. Właśnie takie akcje – dwa razy z daleka trafiła także Jones – zadecydowały o sukcesie beniaminka. To była kluczowa seria 10:0 w ciągu niespełna dwóch minut.
Na pocieszenie został lepszy bilans w dwumeczu, który też może okazać się bardzo istotny na koniec sezonu zasadniczego.
Kolejny mecz Energa zagra we własnej hali 2 lutego z KSSSE Enea AJP Gorzów.
Contimax MOSiR Bochnia






