Energa Toruń ma na koncie drugie zwycięstwo w sezonie. W meczu z beniaminkiem z Bochni zadecydowała świetna w wykonaniu gospodyń druga kwarta. Mamy wypowiedzi trenerów i koszykarek obu ekip.
– Pierwsza kwarta nam nie wyszła, nie jestem także zadowolony z ostatniej. Mogliśmy wygrać ten mecz nawet 30 punktami, ale zabrakło nam koncentracji i skupienia w końcówce – podkreśla trener Energi Elmedin Omanić.
– Najważniejsze, że mamy zwycięstwo. W ostatniej chwili nieco zmieniliśmy koncepcję w obronie, gdy w składzie rywalek pojawiła się Sierra Moore. To był trudny okres dla nas, bo dopiero trzy dni przed meczem mieliśmy dziesięć zawodniczek na treningach. A jednak przez cały mecz graliśmy dobrą defensywę, a to nie jest proste z przeciwnikiem, który czasami wychodzi na parkiet z pięcioma niskimi zawodniczkami. Dawaliśmy jednak sobie radę nawet z dwiema wysokimi zawodniczkami przeciwko takiemu ustawieniu Bochni – chwalił swoją drużynę szkoleniowiec.
Kluczem do zwycięstw Energi okazuje się lepsza gra La Mamy Kapingi Maweji. Nasza środkowa słabo zaczęła sezon, ale w dwóch ostatnich meczach dała drużynie 35 punktów i 24 zbiórki.
– Ona może grać jeszcze lepiej, w tym meczu miała kilka czystych sytuacji pod koszem, których nie trafiła, gdy na treningach wykorzystuje 98 na 100 takich rzutów. Może trochę zmęczenia, może duża presja, bo ten mecz po prostu musieliśmy wygrać – dodaje Omanić.
Jedną z cichych bohaterek meczu była Łucja Grządziela. Młoda obwodowa zdobyła co prawda tylko sześć punktów, ale z tego trzy w kluczowym momencie, gdy rywalki w ostatniej kwarcie zmniejszyły straty poniżej 10 punktów.
– Koszykarki z Bochni postawiły nam wysoko poprzeczkę, ale konsekwentnie realizowaliśmy swoje założenia taktyczne. Fajnie wygrać mecz po tak długiej przerwie w rozgrywkach. Zupełnie inaczej się przygotowuje bez zwykłego rytmu meczowego, ale w naszym wypadku wyszło na plus – mówi Grządziela.
Trener przyjezdnych Artur Włodarczyk podkreślił, że jego drużynie na razie brakuje zgrania po ostatnich zmianach w składzie. Dla Contimaxu MOSiR była to trzecia porażka z rzędu.
– Mamy dwie nowe zawodniczki, zaliczyliśmy tylko dwa wspólne treningi i potrzebujemy czasu. Druga kwarta postawiła nas w bardzo trudnej sytuacji, trudno było nam gonić wynik. To nie był nasz mecz pod względem skuteczności z gry, a wtedy trudno walczyć na wyjeździe z tak trudnym rywalem. Teraz musimy wykorzystać każdy trening, aby się zgrać i zrozumieć. Ten mecz miał parę dobrych momentów w naszym wykonaniu i wierzę, że jesteśmy w stanie pokazać dobrą koszykówkę. Najbliższy terminarz nie jest dla nas łatwy, ale bierzemy to na klatę i będziemy walczyć – zapewnił szkoleniowiec Contimaxu MOSiR.
Z kolei Martyna Walczak zastanawiała się, co wydarzyło się w kluczowej drugiej kwarcie, którą Energa wygrała aż 24:6.
– Zabrakło nam koncentracji, za dużo grałyśmy indywidualnie i nie potrafiłyśmy przełożyć na parkiet pracy na treningach. Uważam, że zadecydował o naszej porażce w największym stopniu brak pewności siebie. Dopiero pod koniec meczu uwierzyłyśmy, że możemy dobrze bronić zespołowo, razem grać w ataku, wtedy odrobiłyśmy dużo strat – przyznała była koszykarka Katarzynek.
Robert Berent






