Zwycięstwa nie było, ale brawa dla naszych dziewczyn – jak najbardziej!

sty 2, 2026

Energa Toruń do 31 minuty wygrywała z AZS UMCS Lublin, momentami nawet 13 punktami! Do sensacyjnego zwycięstwa zabrakło nieco więcej siły pod koszem, ale to był naprawdę dobry mecz naszej drużyny.

Energa Toruń – AZS UMCS Lublin 80:91 (29:22, 24:20, 14:23, 13:26)

Energa: Johnson 23 (1), 5 as., Sagerer 15 (5), Preihs 12 (2), Kapinga Maweja 6, Grządziela 3 (1) oraz Tarkovicova 15 (3), Batura 6.

AZS UMCS: Gatling 22, 11 zb., Slocum 17 (3), Wnorowska 12 (4), Wojtala 5 (1), Stanković 3, 11 zb. oraz Ryan 13 (3), Borkowska 11, Ullmann 8 (1), Pogorzelska 0.

Chciałbym, aby ten mecz rozstrzygnął się w ostatnich pięciu minutach – mówił trener Elmedin Omanić. Naprawdę niewiele brakowało. Energa sensacyjnie prowadziła z wiceliderem Orlen Basket Ligi Kobiec po trzech kwartach, a w tej ostatniej zabrakło już po prostu sił i zdecydowała szersza rotacja w ekipie rywalek i przewaga fizyczności pod tablicami.

Może gdyby tak ostatnia kwarta zaczęła się inaczej? Tymczasem w pierwszych kilkudziesięciu sekundach Robbi Ryan i Aleksandra Wojtala trafiły z dystansu. AZS UMCS objął prowadzenie, którego już nie oddał do końca meczu. Dopiero wtedy świetnie spisująca się w tym sezonie drużyna Karola Kowalewskiego zaczęła kontrolować wydarzenia na parkiecie.

Te „trójki” lublinianek były zabójcze, w całym meczu było to 12/25, czyli znakomite 48 procent. W 36. minucie z dystansu trafiła Stella Tarkovicova i było zaledwie 75:80. W kolejnej akcji jednak tym samym odpowiedziała Destiny Slocum. Minutę później powtórka z rozrywki: tym razem na „trójkę” Sarah Sagerer odpowiedziała natychmiast Klaudia Wnorowska. To były kluczowe akcje w tym meczu.

A wcześniej? Energa walczyła jak równy z równym z kandydatem do mistrzostwa w tym sezonie. W pewnym momencie Katarzynki prowadziły nawet 13 punktami! Znowu trudna do zatrzymania była Asianae Johnson, choć rywalki sprytnie zmuszały ją do rzucania z nielubianej pozycji z dystansu (1/8). Za to w rzutach za dwa Amerykanka była niemal nie do zatrzymania (7/11), dołożyła też 5 asyst. To był dziesiąty mecz Johnson z dorobkiem ponad 20 punktów w tym sezonie.

Początek był dla nas znakomity. W połowie inauguracyjnej kwarty Energa prowadziła 17:5, a gospodynie w tym czasie zmarnowały tylko jedną akcję w ofensywie. W 2. kwarcie lublinianki odrobiły niemal wszystkie straty (38:37), ale jeszcze przed przerwą torunianki znowu odskoczyły na dystans 11 punktów. Jednej z najlepszych drużyn w lidze rzuciły w jednej połowie 53 punkty!

Czego zabrakło do zwycięstwa? Przede wszystkim siły pod koszem. Sama Markeisha Gatling poradziła sobie świetnie z naszym duetem La Mama Kapinga Maweja – Nicola Batura (w sumie tylko 4/7 z gry). Zbiórki AZS UMCS Lublin wygrał 42:21, czyli z kolosalną przewagą, a w punktach drugiej szansy po zbiórkach ofensywnych było 14:5. I to jest właśnie ta różnica w końcowym wyniku meczu.

Kolejny mecz zagramy już we wtorek, 6 stycznia na wyjeździe z Enea AZS Politechniką Poznań.

? Robert Berent

SPONSORZY STRATEGICZNI

ENERGA TORUŃ